Jest nas troje - Ania, Łukasz i Jarek. Właśnie skończyliśmy studia medyczne i chcemy pojechać na Haiti, żeby przez 2 - 3 miesiące pracować w jednym ze szpitali. Wspierają nas Nina Hałabuz i Diana Krawiec z Fundacji Polska-Haiti. Na blogu będziemy relacjonować nasze przygotowania, wyprawę i pracę. Żeby uzyskać więcej informacji na temat projektu prosimy o kontakt z Niną Hałabuz, n.halabuz@polska-haiti.org

Wpisy z tagiem: wybory

środa, 08 grudnia 2010

I pomyśleć, że mało brakowało, a wylądowalibyśmy w Port-au-Prince! Kiedy szukaliśmy szpitala, który zechciałby nas przyjąć, dzięki uprzejmości konsula honorowego Polski na Haiti, Pana Salima Succar trafiliśmy do szpitala Bernards Mev w stolicy Haiti. Ale kontakt trochę się nam nie układał, szpital zwlekał z przesłaniem nam dokumentów. A potem dowiedzieliśmy się o zaplanowanych na koniec listopada wyborach. I to przeważyło: zdecydowaliśmy, że albo znajdziemy szpital gdzieś na spokojnej prowincji, albo w ogóle zrezygnujemy z wyjazdu. Bo w czasie wyborów na Haiti łatwo znaleźć się w złym miejscu w złym czasie... Najlepszym dowodem jest to, co dzieje się teraz w stolicy:

W skrócie chodzi o to, że wczoraj ogłoszono wyniki wyborów prezydenckich i do drugiej tury przeszło dwoje kandydatów: Mirelle Manigat, była pierwsza dama, profesor uniwersytetu w Port-au-Prince, kobieta o dużym autorytecie i rzeczywistym poparciu oraz Jude Celestin, wspierany przez obecnie urzędującego prezydenta, Rene Prevala. Odpadł natomiast znany piosenkarz, Michel Martelly znany też jako Sweet Micky. Problem w tym, że większość kandydatów na prezydenta jest przekonanych, że Jude Celestin wygrał niezasłużenie, bo w czasie wyborów doszło do licznych nadurzyć i oszustw (potwierdził to ostatnio sekretarz generalny ONZ). Zwolennicy Martelly'ego są wściekli, nie chcą kontynuacji władzy Prevala, który ich zdaniem w ogóle się nie sprawdził jako lider odbudowy kraju po styczniowym trzęsieniu ziemi i są gotowi protestować, palić opony i ustawiać barykady w imię uczciwych wyników wyborczych. Pewnie w stolicy będzie jeszcze gorąco.

A u nas, na wsi, wszystko toczy się spokojnym trybem. Nikt tutaj polityką się nie ekscytuje, nikt nie wychodzi na żadne ulice (nawet gdyby chcieli, to nie ma gdzie, bo uliczki można policzyć na palcach) a naszym jedynym problemem jest tylko kolejna fala cholery. Znowu z gór znieśli do nas kilkudziesięciu nowych pacjentów, w ciężkim stanie. Więc kończymy, wracamy do naszej roboty i pozdrawiamy ze spokojnej, wręcz nudnej haitańskiej prowincji!

Ania&Jawa&Jaro

niedziela, 05 grudnia 2010

- Nieprawidłowości w przebiegu wyborów mogły być znacznie większe, niż sądziliśmy na początku - powiedział Ban Ki-Moon, Sekretarz Generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych. Przypominając w dwóch słowach, tydzień temu, w niedzielę 28 listopada, na Haiti odbyły się wybory w których wybranych miało zostać 108 parlamentarzystów i prezydent.

Ban Ki-Moon

Ban Ki-Moon, sekretarz generalny ONZ. lenouvelliste.com

Pod koniec głosowania 12 kandydatów prezydenckich, na czele z Michel Martelly, znanym piosenkarzem, którego wspiera sam Wyclef Jean, zażądało unieważnienia wyborów zarzucając kandydatowi wspieranemu przez obecnego prezydenta, Judowi Celestin, dopuszczenie się licznych nadurzyć. Mimo, że komisja wyborcza uznała, że ewentualne nadurzycia nie miały wpływu na wynik, przez stolicę Haiti, Port-au-Prince, od początku tygodnia maszerują tysiące demonstrantów prostestujących przeciwko fałszowaniu wyborów i polityce obecnego rządu Rene Prevala. Podobno Preval za wszelką cenę chce, żeby wygrał przychylny mu kandydat obawiając się, że jeśli do władzy dojdą jego polityczni przeciwnicy, będzie musiał opuścić Haiti, swoją posiadłość w Petionville (najbogatsza dzielnica Port-au-Prince) i zrezygnować z dotychczasowego życia. Jude Celestin miał zapewnić Prevalowi nietykalność, ale Haitańczycy teraz żądają, żeby obydwaj opuścili kraj. Ban Ki-Moon stwierdził, że oczekuje, że politycy uszanują wolę narodu, a jeśli tego nie zrobią, trudno będzie ONZ zapewnić pomoc dla kraju. To bardzo poważne ostrzeżenie, bo od wielu lat Haiti funkcjonuje dzięki międzynarodowej pomocy, a po trzęsieniu ziemi oznacza ona "być albo nie być" dla milionów mieszkańców kraju. (co do sytuacji u nas, to na wsi:) w Deschapelles jest bardzo spokojnie, wybory przebiegały bez incydentów, wśród mieszkańców panuje polityczna apatia, mało interesują się tym, co dzieje się w stolicy - zresztą jak mieliby to robić? Nie kupują gazet, dostęp do internetu jest bardzo ograniczony, telewizji też nie ma).

Jednocześnie ONZ apeluje o pomoc w związku z epidemią cholery. Wiadomo już, że kraj będzie zmagał się z chorobą przez wiele lat. Do tej pory, wg oficjalnych danych, na cholerę zmarło 1800 osób, ale wg Ban Ki-Moona prawdziwe liczby mogą być ponad dwukrotnie wyższe. Żeby opanować epidemię, trzeba setkom tysięcy ludzi dostarczyć zdatną do picia wodę, ale w kraju pozbawionym infrastruktury jak Haiti, wymaga gigantycznej, bardzo kosztownej operacji logistycznej. ONZ szacuje, że minimalne koszty, które trzeba będzie w związku z tym ponieść to 168 mln USD, ale rzeczywiste wydatki będą zapewne wielokrotnie wyższe. Sekretarz generalny apeluje też o personel medyczny - w szpitalach, których jest niewiele, brakuje cały czas lekarzy i pielęgniarek. My sami tego dośwadczamy na własnej skórze, bo ze względu na braki w "zasobach ludzkich" pracujemy 7 dni w tygodniu, po 12 albo i więcej godzin...

 

niedziela, 28 listopada 2010

Dzisiaj pierwsza tura wyborów: dzień, na który Haiti czeka od 10 miesięcy. Dlaczego? Wszyscy liczą na to, że przy nowych władzach odbudowa kraju wreszcie ruszy z miejsca, a zagraniczni donatorzy uruchomią obiecane pieniądze. Wielkie emocje... przynajmniej w mediach i stolicy. U nas w Deschapelles spokój, można powiedzieć, że wręcz marazm wyborczy. Znacznie bardziej niż głosowanie ludzi pochłania epidemia cholery: chorych cały czas jest dużo, na dodatek wstydzą się swoich przypadłości, więc bardzo niechętnie przychodzą do szpiala. Kto zostanie prezydentem? Nie wiedzą, nie wiedzą nawet, na kogo powinni oddać głos.

To rzeczywiście pierwsze od dziesięcioleci wybory na Haiti, w których trudno mówić o pewnym kandydacie na prezydenta. Wśród 19 walczących o fotel głowy kraju nie ma wyraźnego lidera. Dlatego kwestia prezydentury nie rozegra się prawdopodobnie jutro, ale dopiero w połowie stycznia (druga tura jest zaplanowana na 16 stycznia). Prawdopodobnie zetrą się w niej Jude Celestin, który kieruje agencją odbudowy państwa i jest uważany za protegowanego obecnego prezydenta, Rene Preval (ale to słabe wsparcie, bo Preval nie cieszy się zbytnią popularnością – Haitańczycy zarzucają mu, że po trzęsieniu ziemi niewiele zrobił, żeby podnieść kraj z ruin) oraz Mirlande Magniate, której mąż, Leslie, był prezydentem w 1988 r. przez cztery miesiące, w czasie bezkrólewia między panowaniem dwóch wojskowych rządów.

Niezależnie od tego, kto wygra, stanie przed ciężkim zadaniem – będzie musiał pokierować krajem, który nie tylko nie zdołał się podnieść po styczniowej katastrofie, ale na dodatek przez miesiące, a być może nawet lata, będzie musiał zmagać się z epidemią cholery. Chorobę można byłoby opanować, gdyby udało się stworzyć sprawny system kanalizacji, ale w kraju tak biednym, jak Haiti, takie projekty mogą ciągnąć się latami. Tymczasem cholera wystraszyła potencjalnych inwestorów – ostatnio odwołany został zaplanowany na ten tydzień kongres tekstyliów. Bank Światowy i International Finance Corporation chcą rozmawiać z haitańskim rządem na temat specjalnych stref ekonomicznych, do których – w zamian za subsydia lub zwolnienia podatkowe – łatwiej byłoby ściągnąć zagraniczne firmy.

sobota, 27 listopada 2010

Za chwilę lądujemy... foto by Jawa. Zdjęcia robimy dzięki telefonom, które dostaliśmy od Ery

25.11.10 o godzinie 9:40 wysiedliśmy z samolotu na lotnisku w PaP. Lotnisko to bardzo szumna nazwa, tak właściwie to barak, drewniane pudełko, przykryte blachą. Podróżnych wita zespół grający muzykę haitańską. Robi to duże wrażenie - z jednej strony rozwalający się szajerek zamiast lotniska, z drugiej panowie w białych koszulach grający na bębnach. Musieliśmy wypełnić masę papierów dotyczących naszego pobytu, bagażu, itd. – jakby Amerykanie nie dość nas przetrzepali. Na lotnisku są specjalne kobiety, które pomagają wypełnić te dokumenty analfabetom. Po wypełnieniu dokumentów pół godziny niepokoju o bagaż. Na szczęście udało się - nic nam nie zginęło, wypełnione dokumenty są w porządku, bez wizy możemy przebywać na Haiti do 3 miesięcy.

PaP, foto by A.

Po wyjściu z lotniska od razu uderzyła w nas nie tylko ściana gorąca ale też kilkudziesięciu taksówkarzy, którzy oczywiście najtaniej zawiozą nas tam, gdzie chcemy. Wystarczy cień zawahania na twarzy i przegrałeś, już się od Ciebie nie odczepią. Na szczęście mieliśmy dokładne instrukcje co do tego etapu podróży i twardo czekaliśmy na naszego kierowcę.

Słynny taptap, foto by Jawa.

Kiedy już go znaleźliśmy okazało się, że mówi tylko po kreolsku, od razu mieliśmy pierwszą lekcję miejscowego języka. Gdyby nie nazwa szpitala na samochodzie, mielibyśmy sporo wątpliwości czy przypadkiem nie są to porywacze tiblanków. Szczególnie, że po 15 minutach jazdy, bez żadnego tłumaczenia zamknęła się za nami brama prywatnej posesji. Chwila konsternacji, nikt nie przyznaje się do tego, że zmiękły mu nogi i nagle Jaro prawie krzyczy: Albert Schweizer J. Okazało się, że to biuro szpitala w PaP.

Ciągle żywe wspomnienie trzęsienia, foto by A.

Tytułowa droga do Deschapelles była koszmarem, jedyne co przychodziło mi do głowy to to, że głupio byłoby zginąć w wypadku samochodowym po przebyciu tak długiej drogi. Musicie wiedzieć, że kierowcy na Haiti nie używają kierunkowskazów – zamiast tego trąbią. Nie stosują się do zasad pierwszeństwa przejazdu – zamiast tego trąbią, nie ustępują pieszym – zamiast tego trąbią. Generalnie haitańscy kierowy stosują się tylko do 2 zasad:

1. Zawsze masz pierwszeństwo.

2. Jeśli go nie masz, głośno trąbisz i jedziesz.

Słup ogłoszeniowy, foto by Jawa.

Z powodu zbliżających się wyborów całe PaP jest oklejone plakatami wyborczymi, choć nie wiem czy ludzi w miasteczkach namiotowych specjalnie to obchodzi. Co do namiotów, to jest ich mnóstwo, wszystkich kształtów i kolorów, rozciągają się daleko poza granice stolicy.

Obóz namiotowy, foto by Jawa.

Na tle smutnych obozowisk wyróżniają się dzieci, które maja śliczne szkolne mundurki.

A. i Jawa

Foto by A.

| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki: