|
Jest nas troje - Ania, Łukasz i Jarek. Właśnie skończyliśmy studia medyczne i chcemy pojechać na Haiti, żeby przez 2 - 3 miesiące pracować w jednym ze szpitali. Wspierają nas Nina Hałabuz i Diana Krawiec z Fundacji Polska-Haiti. Na blogu będziemy relacjonować nasze przygotowania, wyprawę i pracę. Żeby uzyskać więcej informacji na temat projektu prosimy o kontakt z Niną Hałabuz, n.halabuz@polska-haiti.org
Wpisy z tagiem: podróż
piątek, 03 grudnia 2010
W poniedziałek udało mi się wyrwać na kilka godzin od naszych przemiłych choleryków. Odwiedziłam szpital Lekarzy bez Granic w pobliskim miasteczku o wdzięcznej nazwie Pitit Riviere, które jednak nijak nie przypomina riviery np. Francuskiej :-). Miasteczko położone jest zaraz po drugiej stronie rzeki, na wysokości Dechappeles. Niestety na Haiti nic nie jest proste i most przez rzekę znajduje się godzinę drogi samochodem. Obiecuję, że od dziś nie będę narzekała na to, że w Toruniu jest tylko jeden most :-). Natomiast była to niezła okazja do zobaczenia okolicy. Wjeżdżamy do Pitit Rivier, Foto/A. Podróż samochodem była niezłym wyzwaniem. Większość ludzi tutaj podróżuje konno lub na osłach a najczęściej na własnych nogach. I nie jest to głupi pomysł bo takiej choroby lokomocyjnej jakiej można dostać na tutejszych drogach to chyba nigdzie indziej. Na następną wyprawą biorę poduszkę bo od podskakiwania na wybojach do dziś bolą mnie 4 litery. Przeprawa przez rzekę, Foto/A. Foto/A. Niemniej jednak widoki okazały się cudowne i oczywiście żadne zdjęcia, szczególnie z mojej podręcznej głupawki, nie oddają tego majestatu, który budzą otaczające nas góry. Rzeka Artibonite, Foto/A. Niestety nie miałam okazji poszwędać się po Pitit Riviere. Obóz, który rozbili Lekarze bez Granic jest doprawdy imponujący. Prawdziwy profesjonalizm. Niestety nie mogliśmy robić zdjęć w środku ale ponieważ zmniejszyła się im liczba pacjentów mogłam sfotografować skład typowych cholerycznych łóżek z dziurką w środku. Słynne łóżka, Foto/A. Przy okazji chciałabym napisać kilka słów o samej cholerze żeby ją trochę odczarować. Wywołuje ją przecinkowiec cholery, którego musimy zjeść, a musimy go zjeść dużo bo od 10 tys. do 1mln „osobników” więc w porównaniu z taką Schigellą, której wystarczy 10 sztuk żeby zachorować, cholera to mały miki :-) Najważniejsze to myć ręce, mydłem! A z tym niestety jest tutaj kiepsko, po części dlatego, że nie mają dostępu do czystej wody, po drugie dlatego, że nie mają mydła, po trzecie dlatego, że nie mają ubikacji i tak błędne koło się zamyka. Leczenie cholery jest stosunkowo łatwe gdyż zgodnie z zaleceniami WHO należy przetaczać pacjentom duże ilości płynów i zachęcać ich do picia. Antybiotyki zarezerwowane są tylko dla ciężkich przypadków. Największy problem polega na tym że, żeby dostać się do szpitala ludzie muszą czasem iść 6 godzin w palącym słońcu co dodatkowo ich odwadnia. Tak więc nie taka cholera straszna jak ja malują. A. Pitit Rivier, Foto/A.
sobota, 27 listopada 2010
Za chwilę lądujemy... foto by Jawa. Zdjęcia robimy dzięki telefonom, które dostaliśmy od Ery 25.11.10 o godzinie 9:40 wysiedliśmy z samolotu na lotnisku w PaP. Lotnisko to bardzo szumna nazwa, tak właściwie to barak, drewniane pudełko, przykryte blachą. Podróżnych wita zespół grający muzykę haitańską. Robi to duże wrażenie - z jednej strony rozwalający się szajerek zamiast lotniska, z drugiej panowie w białych koszulach grający na bębnach. Musieliśmy wypełnić masę papierów dotyczących naszego pobytu, bagażu, itd. – jakby Amerykanie nie dość nas przetrzepali. Na lotnisku są specjalne kobiety, które pomagają wypełnić te dokumenty analfabetom. Po wypełnieniu dokumentów pół godziny niepokoju o bagaż. Na szczęście udało się - nic nam nie zginęło, wypełnione dokumenty są w porządku, bez wizy możemy przebywać na Haiti do 3 miesięcy.
PaP, foto by A. Po wyjściu z lotniska od razu uderzyła w nas nie tylko ściana gorąca ale też kilkudziesięciu taksówkarzy, którzy oczywiście najtaniej zawiozą nas tam, gdzie chcemy. Wystarczy cień zawahania na twarzy i przegrałeś, już się od Ciebie nie odczepią. Na szczęście mieliśmy dokładne instrukcje co do tego etapu podróży i twardo czekaliśmy na naszego kierowcę.
Słynny taptap, foto by Jawa. Kiedy już go znaleźliśmy okazało się, że mówi tylko po kreolsku, od razu mieliśmy pierwszą lekcję miejscowego języka. Gdyby nie nazwa szpitala na samochodzie, mielibyśmy sporo wątpliwości czy przypadkiem nie są to porywacze tiblanków. Szczególnie, że po 15 minutach jazdy, bez żadnego tłumaczenia zamknęła się za nami brama prywatnej posesji. Chwila konsternacji, nikt nie przyznaje się do tego, że zmiękły mu nogi i nagle Jaro prawie krzyczy: Albert Schweizer J. Okazało się, że to biuro szpitala w PaP.
Ciągle żywe wspomnienie trzęsienia, foto by A. Tytułowa droga do Deschapelles była koszmarem, jedyne co przychodziło mi do głowy to to, że głupio byłoby zginąć w wypadku samochodowym po przebyciu tak długiej drogi. Musicie wiedzieć, że kierowcy na Haiti nie używają kierunkowskazów – zamiast tego trąbią. Nie stosują się do zasad pierwszeństwa przejazdu – zamiast tego trąbią, nie ustępują pieszym – zamiast tego trąbią. Generalnie haitańscy kierowy stosują się tylko do 2 zasad: 1. Zawsze masz pierwszeństwo. 2. Jeśli go nie masz, głośno trąbisz i jedziesz.
Słup ogłoszeniowy, foto by Jawa. Z powodu zbliżających się wyborów całe PaP jest oklejone plakatami wyborczymi, choć nie wiem czy ludzi w miasteczkach namiotowych specjalnie to obchodzi. Co do namiotów, to jest ich mnóstwo, wszystkich kształtów i kolorów, rozciągają się daleko poza granice stolicy.
Obóz namiotowy, foto by Jawa. Na tle smutnych obozowisk wyróżniają się dzieci, które maja śliczne szkolne mundurki. A. i Jawa
Foto by A.
piątek, 22 października 2010
Miami, porozesluzbowie.pl Jesteśmy już po wizycie w konsulacie USA, wszystko poszło ok - nasze wnioski zostały pozytywnie rozpatrzone i za 5 dni mamy mieć wizy. To chyba ostatnia formalna przeszkoda na naszej drodze do Miami!
czwartek, 21 października 2010
Walka o wizę trwa. Aby postawić stopę na amerykańskiej ziemi musieliśmy odpowiedzieć na serię pytań w stylu: Czy jest Pan/Pani prostytutką? Czy jest Pan/Pani zaznajomiona z budową ładunków wybuchowych, broni atomowej, broni biologicznej? Czy jest Pan/Pani terrorystą? Czy kiedykolwiek brał Pan/Pani udział w ludobójstwie... lub torturach? Czy jest Pan/Pani chory psychicznie? itd. Powiem szczerze, że na niektóre miałam ochotę odpowiedzieć TAK i zobaczyć co się stanie :-). Jutro wizyta u konsula. Godzina 10:00. Więcej informacji po rozmowie :-). |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Na blogu piszą
Sponsorzy
Sponsorzy indywidualni
Nasz wyjazd wspiera
Przyjaciele
Pokrewna tematyka
Dołącz do Nas na Facebook'u
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||