|
Jest nas troje - Ania, Łukasz i Jarek. Właśnie skończyliśmy studia medyczne i chcemy pojechać na Haiti, żeby przez 2 - 3 miesiące pracować w jednym ze szpitali. Wspierają nas Nina Hałabuz i Diana Krawiec z Fundacji Polska-Haiti. Na blogu będziemy relacjonować nasze przygotowania, wyprawę i pracę. Żeby uzyskać więcej informacji na temat projektu prosimy o kontakt z Niną Hałabuz, n.halabuz@polska-haiti.org
Wpisy z tagiem: Verrettes
piątek, 10 grudnia 2010
W ostatni wtorek po śniadaniu, mając wolne przedpołudnie, wybraliśmy się z Łukaszem, zwanym dalej Jawą, na krótki spacer do oddalonej o 1 h drogi miejscowości Verrettes. Jest to godzina drogi ze szpitala, oczywiście według Haitańczyków, bo nam zabrała 2h. Z tego prostego powodu, że jesteśmy białasami a to najwidoczniej nie częsty widok dla dzieciaków błąkających się po okolicy, gdzie się nie pojawiliśmy, ciągnął się za nami radosny krzyk BLAN! Foto/A. Ze wszystkich zakamarków wyłaniały się dzieciaki ciekawe nowego zjawiska przyrodniczego. Dodam, że nazywanie nas białasami jest tu zupełnie naturalne, oczywistym bowiem jest fakt, że skoro mamy białą skórę to jesteśmy białasy i kropka. O poprawności politycznej nikt tu nigdy nie słyszał i dobrze bo dzięki temu możemy bez skrepowania czy wstydu nazywać się białymi, żółtymi, czarnymi czy nawet zielonymi :). Foto/A. Żałuję, że my zatraciliśmy tę zdolność beztroskiego gapienia się na wszystko, co jest trochę inne niż nasza codzienność . Łuskanie ryżu. Foto/A. Po drodze mijaliśmy pola uprawne i niestety był to widok niczym z „Chłopów” Reymonta. O traktorach i tym podobnych maszynach nikt tu nie słyszał. Do pługa zaprzęga się konia a jeszcze częściej ludzia, który jest tu niezwykle popularnym zwierzęciem pociągowym. Ziemia rozbijana jest motykami skonstruowanymi z kija i kawałka blachy. Foto/A. Pospolitym widokiem są kobiety piorące ubrania w rzece, z dziećmi beztrosko chlapiącymi się u ich stóp. Niestety, mając zboczenie wyniesione z oddziału widzimy w nich potencjalnych pacjentów i niestety często mamy rację. Foto/A. Najbardziej popularnym sposobem przenoszenia ciężarów jest niesienie ich na głowie. Zadziwiające jest wyczucie równowagi, jakie mają ci ludzie. Widziałam kobiety niosące na głowie wielkie worki z ziemniakami czy nawet deski długości kilku metrów. Foto/A. I na koniec przerażający akcent. Okazało się, że mimo zebranego przeze mnie przed wyjazdem wywiadu środowiskowego, żyją tu ogromne pająki, możliwe, że są to tarantule choć w zasadzie jest mi wszystko jedno jakiej są rasy. Ważne, że są duże, włochate i obleśne. Na szczęście do tej pory spotkałam tylko jednego, w dodatku rozjechanego i mam wielką nadzieję, że tak zostanie. A. Foto/A. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Na blogu piszą
Sponsorzy
Sponsorzy indywidualni
Nasz wyjazd wspiera
Przyjaciele
Pokrewna tematyka
Dołącz do Nas na Facebook'u
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||